W Bieszczadzkiej krainie…
Intrygujacej pasjonatów przyrody, historii i wielokulturowosci mieli okazję wypoczywać uczniowie I Liceum Ogólnokształcacego w Łosicach podczas wycieczki po krainie rysia w dniach 13-15 czerwca 2012 roku. W najdziksze góry Polski udała się grupa 29 osób z drugich klas pod opieka pani Elżbiety Sokołowskiej, Anny Demiańczuk i Bożeny Chromiec.
Jesli ktos powie, że trzy dni na zwiedzanie Bieszczadów to mało, należy mu przyznać rację. My jednak, ten czas wykorzystalismy swietnie i nasz obszerny plan, jak na ten krótki pobyt został zrealizowany w 100%. Już pierwszego dnia, zaraz po przyjedzie i zakwaterowaniu w Polańczyku zwiedzilismy Ogród Biblijny w Myczkowcach, gdzie moglismy obejrzeć m.in pięknie wykonane miniatury bieszczadkich cerkwi, oraz zapory wodne na Jeziorze Solińskim, w tym tę największa w Polsce, o wysokosci 70 metrów. Po wysłuchaniu historii powstawania zbiornika solińskiego opowiedzianej przez naszego przewodnika, bylismy pod wielkim wrażeniem tej największej polskiej inwestycji lat 60 XX wieku, inwestycji, na mocy której jednak tysiace osób musiało opuscić swoje domy i przeniesć się w inne miejsca, zostawiajac bezpowrotnie swój dotychczasowy swiat, który od tamtej pory zginał bezpowrotnie w wodach jeziora.
Drugiego dnia pobytu w Bieszczadach przywitał nas deszcz. Nie zraziło nas to jednak i z ochota udalismy się na dalsze zwiedzanie. Można nawet smiało powiedzieć, że chmury wiszace nisko na niebie w połaczeniu z zielonymi szczytami gór, dodały nam dodatkowych wrażeń podczas jazdy Bieszczadzka Kolejka Lesna, która udalismy się na granicę Polsko-Słowacka. Drugim punktem tego deszczowego dnia było wejscie na Połoninę Wetlińska (1228 m.n.p.m), co okazało się jednak nie lada wyczynem z racji trudnych warunków na szlaku, także należało szczególnie uważać, by tego marszu nie przypłacić grona kontuzja. W tych okolicznosciach nasz przewodnik, były ratownik GOPR opowiedział nam, że Bieszczady wbrew temu co wielu osobom się wydaje nie sa górami bezpiecznymi. Odwiedza je zdecydowanie mniej osób niż Tatry, także szansa, że ktos w razie naszej utraty przytomnosci zawiadomi ratowników zmniejsza się. Także ich czas na dotarcie w miejsce wypadku jest długi z racji dużych odległosci pomiędzy bieszdzadzkimi miejscowosciami, a szlakami turystycznymi. W drogę powrotna z Połoniny Wetlińskiej do Polańczyka udalismy się autokarem przez miejscowosci Terka, Wilkowyja i Baligród, które w latach powojennych były miejscem krwawej walki Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), z odziałami Ludowego Wojska Polskiego, co w ksiażce „lady Rysich Pazurów” opisała, choć dosyć jednoostronnie Wanda Żółkiewska. Ostatecznie konflikt z Ukraińcami zakończyła Akcja „Wisła”, przesiedleniem ludnosci niepolskojęzycznej na Ziemie Odzyskane. Tego dnia udalismy się jeszcze na rejs statkiem po Jeziorze Solińskim, które z tej perspektywy wydało nam się jeszcze piękniejsze niż wczesniej.
Celem trzeciego dnia oprócz powrotu do Łosic był Zamek Lubomirskich i Potockich w Łańcucie. Budynek z pierwszej połowy XVII wieku, oranżeria, ogród czy powozownia wykonana z ogromnym przepychem dostarczyły nam dużych wrażeń. Na pewno warto tu przyjechać, gdyż jest to miejsce, które nie zostało, tak jak wiele innych w Polsce zniszczone podczas wojen swiatowych i swieci swym dawnym, pierwotnym blaskiem. Niestety, po zwiedzeniu Łańcuta pozostała nam już tylko wrócić do domu przywożac jednak głowy pełne wrażeń. Z pewnoscia jeszcze kiedys tam wrócimy!

