2015-09-18
Tydzień temu wróciliśmy z wycieczki szkolnej.
Czy wycieczka to dobre określenie? To wyjazd, który sprawił, że młodzież oderwała się od szarej rzeczywistości pośród wielu szlaków, pagórków leśnych, łąk zielonych szeroko nad Białką Tatrzańską rozłożonych.
W poniedziałek rano zjawiliśmy się na miejscu zbiórki z pełnym ekwipunkiem i dobrymi humorami. Mimo męczącej podróży nie zabrakło nam sił na trwające do białego rana wieczorki zapoznawcze. Na straży jednak czuwali zacni Opiekunowie, którzy w pocie czoła czatowali pod drzwiami naszych pokoi.
Kiedy nastał poranek dnia kolejnego z jeszcze większym zapałem wyruszyliśmy na szlak. Naszym celem było zdobycie Gęsiej Szyi. Kiedy osiągnęliśmy sukces, naszym oczom ukazał się przepiękny widok Tatr… I ruszyły sesje zdjęciowe, wiatr we włosach, blask słońca i fleszy. I ta zażarta rywalizacja, Fb, Snapchat, Instagram i setki innych portali rozrywkowo-społecznościowych. Świat oszalał od widoku tatrzańskich krajobrazów.
Ok. godz. 16 znaleźliśmy się na najtrudniejszym szlaku finansowym, czyli Krupówkach. Setki zł posypały się na kramach z oscypkami, kożuchami i kapciami. Obładowani jak emerytki wracające z rynku powróciliśmy na kwaterę. A tam czekała na nas P. Gaździna z przepysznym obiadem. Oficjalnie dzień II dobiegł końca. Oficjalnie…
Dzień III wywarł na nas szczególne wrażenia. Atrakcje sypały się od samego rana. Doliną Chochołowską wyruszyliśmy rowerami, które przysparzały nam wielu… postojów.
Na odc.6 km biliśmy życiowe rekordy. Pomimo spadających łańcuchów zawsze znalazł się mechanik, który uratował sytuację. Celem, który przyświecał nam była Dolina Kościeliska. Pomimo licznych trudności udało nam się osiągnąć sukces, nakrapiany licznymi przygodami ze szlaku. I tu koniecznie musimy pochwalić się spotkaniem z niedźwiedzicą i jej pociechami. Wywołało to w nas wiele emocji i dreszcz niepewności. Sprawa zaczęła się komplikować kiedy aparatem zaczęliśmy przybliżać bestię, która okazała się być koniem z dwoma drwalami.
W ostateczności osiągnęliśmy to, co dane nam było. W godz. wieczornych odprężyliśmy się po dniu pełnym wrażeń i przebytych kilometrów. Zmęczeni ale zadowoleni po wodnych igraszkach wróciliśmy na nocleg, gdzie jak podają nauczycielskie newski grzecznie poszliśmy spać.
Dzień IV miał być punktem kulminacyjnym wycieczki. Niestety pogoda pokrzyżowała nam plany i z wyprawy na Giewont wyszły nici. Nie mniej jednak znaleźliśmy się na trasie do Murowańca i na Czarny Staw Gąsienicowy.
Był to dla nas dzień szczególny. Zaliczyliśmy wędrówki na szlakach i w naszych głowach zaczęły rodzić się myśli o powrocie do domu. Wieczorem jednak czekała na nas niespodzianka, o której wiedzieli wszyscy tylko nie On. Znany, popularny, przystojny, elokwentny, obyty, szarmancki i już PEŁNOLETNI Michał N.
Ku jego czci zajadaliśmy się pysznym tortem i świetnie bawiliśmy się do rana.
W piątek rano zasmuceni, ale w pełni usatysfakcjonowani wyjazdem, udaliśmy się w drogę powrotną. Nie wiedzieliśmy czemu wszyscy jak jeden mąż słodko spali. Hmm… Przypadek? Nie sądzę… . Do Łosic wróciliśmy z bagażem pięknych wspomnień. Dziękujemy Opiekunom za troskę i opiekę, bez Was ten wyjazd nigdy nie zostałby zrealizowany.
Natalia W. i Katarzyna O.






